Złote światło

Źródło

To miało być jego ostatnie arcydzieło. Planował to od jakiegoś czasu. Jego galeria poprosiła o szczegóły. Ale nie było żadnych szczegółów, tylko tajemnice i cisza, które tylko wzbudziły dalsze zainteresowanie. W młodym wieku stał się niezwykle kochany dzięki serii obrazów na dużą skalę, które wykonał w garażu rodziców. Wszyscy nazywali go przedwczesnym talentem. Potem przyszedł czas na Nowy Jork i Londyn i jego uroczysty okres „zamglenia”, potem małżeństwo, dwoje dzieci, rozwód, ponowne małżeństwo, autoportrety, retrospektywy i studio zbudowane u podnóża góry.

Nawet ludzie niezwiązani ze światem sztuki znali jego imię, chociaż nie został jeszcze skrócony do jednoznacznego pseudonimu, takiego jak Picasso lub Matisse. Może nigdy by nie zrobił. To było całkowicie z jego rąk.

Kiedy studio na zboczu góry spłonęło po długotrwałej suszy i pożarze lasu, przeżył okres depresji. Nie malował przez dwa lata. Dziesiątki płócien zaginęły, przedmioty warte setki tysięcy, może nawet miliony dolarów. Nie nadążał. Niedługo potem jego druga żona, chudy architekt o żółwiach szyi, zostawił go młodszemu mężczyźnie.

Nie obudziło go oburzenie. Wyłonił się z ciemnego kokonu skąpanego w złotym świetle. Resztki pracowni pozostawiono szaleństwu natury. Oddał ziemię do rezerwatu. W źle napisanym komunikacie prasowym artysta powiedział, że chce, aby niedźwiedzie znowu.

Krytycy nazwali jego następne dzieło politycznym, cokolwiek to znaczyło. Sprzeciwił się publicznie nazywając to śmieciem, nie popełniając przyrzeczenia. Pieniądze wciąż napływały. Nie było sensu z tym walczyć. Nadal kupował odtłuszczone mleko za galon.

Kilka lat po pożarze artysta powiedział w wywiadzie dla magazynu, że było to najbardziej wyzwalające doświadczenie w jego życiu, z wyjątkiem rozwodów. Oczywiście kłamał. Gorzej było, że wiedział, że kłamie na temat obu rzeczy. Następnie artysta próbował malować ból, ale raz po raz zawodził w swoich ocenach. Mimo to każda nieudana próba się sprzedała, a krytycy opisali te posiniaczone płótna słowami „orgazm”, „nawiedzający” i „na szczęście nieznany”.

Artysta przestał czytać recenzje po operacji usunięcia złośliwego guza z wątroby. Pomyślał, że mogło to zostać uprzedzone, ale nigdy wcześniej nie pił alkoholu. Wolał świeżo wyciśnięty sok z limonki. Kiedy chirurg wyjął guz wielkości piłki golfowej, na żądanie artysty zachował go w słoiku z formaldehydem. Później, po rekonwalescencji, użył noża X-Acto do odcięcia drobnych kawałków tego rakowego kopca mięsa. Następnie użył moździerza i tłuczka do zmielenia go na drobny proszek, który następnie wymieszał z akrylem w celu namalowania autoportretu, który wystawiono na stałe w Guggenheim.

Nie był pierwszym artystą, który malował na raka. Inni przed nim i po nim używali niezwykłych materiałów z różnych powodów. Czasami miało to unikalną teksturę lub odcień. Cztery płyny ustrojowe - krew, ślina, sikanie i gówno - były kamieniami węgielnymi o wartości szoku. Artysta przez lata prywatnie szydził z artystów szokujących, jak kucyki i błyski na patelni. Nienawidził stereotypów i wiedział, że teraz też jest jednym z nich, dlatego też zaczął nienawidzić siebie.

Oba jego dzieci były dorosłe i rzadko odwiedzane. Skrzywił się za każdym razem, gdy dzwoniła jego córka i nazywała go tatusiem. Skąd się wziął ten szał nienawiści i nienawiści do siebie? Wiedział, że jego życie było błogosławione. Ale wiedział także, że tłumaczenie francuskiego słowa „błogosławieństwo” oznacza rannych, krwawiących lub rannych, i zastanawiał się, czy to dotyczy go również.

Biorąc stronę od Klimta, zaczął nosić cienką bawełnianą fartuch bez bielizny. Tak rozpoczął się kolejny etap jego kariery. Zaprosił dziesiątki nagich modelek, by przyszły i pozowały dla niego. Zamiast gloryfikować je kolorem i światłem, prowadził szkicownik składający się z małych rysunków wykonanych tuszem, ołówkiem i węglem drzewnym. Były to intymne, erotyczne obrazy. Te nagie młode kobiety zostały pouczone, aby pieściły swoje piersi lub rozchyliły wargi pokryte wargami warg sromowych, aby uzyskać ulotne poczucie nieśmiertelności.

Wkradł się bliżej zbocza lubieżności, choć oparł się pokusie ich uwodzenia. Ale potem nadeszła chwila, gdy jeden z nich, źle odczytając oznaki jego uczucia, obmacywał go przed wyjściem. Jej dłoń delikatnie gładziła jego wiotkiego penisa przez cienki materiał coraz bardziej brudnego fartucha, podziękował jej ponownie za przyjście i sięgnął do drzwi. Jej twarz była popękaną skorupką jajka zranienia i zmieszania.

Artystka wiedziała, że ​​jest wypełniona nieroztropną żądzą i wiedziała, że ​​ich bezbożny związek będzie czymś, czego wkrótce będzie żałować i pewnego dnia wykorzysta jako dźwignię zysków finansowych po jego śmierci. Między nimi było ponad cztery dekady. Była wystarczająco młoda, aby być jego wnuczką! Więc nie, zdecydował. Trwałe rozczarowania byciem rogaczem w przeszłości oczarowały go perspektywą romansu.

Przez chwilę przyglądał się jej z kulturą. Oto piękna kobieta o drobnych piersiach w pełnym rozkwicie; wiedział, że jej aura była różowo-różowa.

Z drugiej strony wydawało się, że praktycznie z dnia na dzień przekształcił się w zwiędły grzyb. Gdzie się podziała jego witalność? Jasne, był świadkiem z pierwszej ręki oznak swojego starzenia się. Spojrzał w lustro; namalował swój upadek. Jego kędzierzawa grzywa była ułamkiem dawnej świetności, przerzedzona i cofnęła się. Jego skóra była teksturą starego papieru. Ręce miał pokryte plamami wątroby. Jego skośne utuczone jak gęsia wątróbka.

Jako młodszy mężczyzna grał w tenisa i inne sporty rakietowe, ale kontuzja biodra pozbawiła go możliwości poruszania się, więc zabrał się na wędrówki po lesie. Miał laskę zrobioną z niespliku i inkrustowaną masą perłową. Podczas tych spacerów góry zdawały się z niego kpić, a on czuł się przygnębiony litością i pogardą natury. Był czas, kiedy wspinał się na szczyt i machał środkowymi palcami, ale teraz rosło w nim poczucie rezygnacji.

Dziewczyna nie drgnęła. „Chcesz mnie” - stwierdził. Prawie się odezwała, ale odwróciła wzrok i skinęła głową. "Czemu?"

Kliknęła językiem w przednie zęby, gdy myślała o odpowiedzi. W końcu przyznała, że ​​uważała go za przystojnego (przypuszczalnie bardziej przypominającego starą oprawioną w skórę książkę niż pomarszczonego grzyba). Następnie dodała, że ​​chce coś powiedzieć wnukom. Zaczął tworzyć szczegółowe wyrzuty w swojej głowie. Do tego czasu jednak włożyła go do ust.

Gdy szli do małego łóżeczka schowanego w kącie pokoju, dziewczyna podniosła zabrudzoną fartuch nad głowę artysty i oceniła go. Ich role zostały odwrócone. Nagi, leżąc na cienkim składanym materacu z rękami schowanymi za głową, po czym poinstruował dziewczynę, żeby się rozebrała. Postąpiła swobodnie. Kiedy schodziła do bielizny, podeszła do zagraconego stołu warsztatowego artysty. Wyjęła drobno zakończoną szczotkę z kubka do kawy wypełnionego mętną wodą. Potem szukała tubki z farbą i wróciła na bok.

Zapytał ją, co według niej robi. Powiedziała, że ​​chce umieć malować. Surowy wyraz ściągnął wargi jak supełek. Zapytał ją, czy uważa, że ​​jest artystką. Wzruszyła ramionami i wlała kulkę ciemnozielonej farby na jego dolną nogę. Jego dłonie dotknęły farby więcej razy niż kobiety.

Ale farba na jego łydce była jednocześnie chłodna i nieznana, erotyczna tekstura. Wzięła pędzel i zaczęła tworzyć dziesiątki drobnych kształtów liści wzdłuż konturów jego nóg. Drugą ręką sięgnęła po jego penisa. Gdy nogi miał już zasłonięte, ukradł mu szczotkę i ścisnął resztę rurki na jej łukowate plecy. Wiedział, że ma tylko kilka minut na pracę. Zanim doprowadzili się do szczytu, jej ciało uległo przemianie.

Potem dziewczynka poszła pod prysznic. Podczas płukania i szorowania artysta zbliżył się z aparatem fotograficznym i zrobił zdjęcie, gdy farba wirowała wokół odpływu. Długie milczenie w drzwiach poprzedzało ich pożegnanie. Całowali się w policzki. Kiedy się odwróciła, złapał ją za nadgarstek i włożył Polaroid do ręki. Jego podpis zdobił tył zdjęcia mokrą czerwoną farbą rozcieńczoną do konsystencji atramentu. Podziękował jej za wszystko, a potem dodał, niemal po przemyśleniu, że jej usługi nie będą już potrzebne.

Zamknął drzwi i zgasił wszystkie światła w studio. Słaby blask wschodzącego półksiężyca wpadł przez okna. Artysta wrócił do łóżeczka i zapalił fajkę. Oparł się plecami o ścianę, wdmuchując pierścienie dymu w migoczące kurzem powietrze. Siedząc i paląc, szkicował w głowie pomysły na to, co miałoby być jego ostatnim dziełem. Potem spał spokojnie, wiedząc, że w następnych dniach będzie mnóstwo pracy.

Zadzwonił do Guy następnego dnia rano. Artysta, znany stolarz i garbarz, przez ostatnie trzydzieści lat był zatrudniony przez artystę do budowy płócien. Ich rozmowy zawsze były bezpośrednie, praktyczne: materiały, liczby i wymiary były poparte typowymi formalnościami. Ten telefon nie był inny. Facet doszedł do wniosku, że będzie potrzebował dwóch miesięcy na przygotowanie go.

Artysta zajął się innymi aranżacjami. Postanowił skontaktować się z dziećmi i poinformować je o zbliżającej się emeryturze. Podczas lunchu u Britannii jego syn zapytał, czy artysta może naprawdę naprawdę przejść na emeryturę.

„Nadejdzie dzień”, odpowiedział artysta, „kiedy zobaczysz, że koniec już nadszedł i możesz albo z nim walczyć - do czego nieuchronnie przegrasz - albo możesz zaakceptować go z czymś przypominającym wdzięk i zdecydować się powiesić zanim zniknie na dobre. ”

Jego córka, wieczne dziecko z trojgiem własnych dzieci, miała inne obawy niż jego dziedzictwo. Wyczuł w jej głosie ukryte pragnienie, by w końcu założyć płaszcz dziadka, którego starannie unikał, odkąd uciekała z mężczyzną, którego nienawidził. Nigdy tak naprawdę tego nie powiedział, ponieważ miał zbyt wiele taktu i rezerwy, by kiedykolwiek poczuć swoje prawdziwe uczucia. Czasami zimne ramię ma większy wpływ i konsekwencje niż bezpośrednie uderzenie w twarz.

Jej dzieci były młode i niewinne, ale ich oczy przypominały mu jego pierwszą byłą żonę. Ponadto mieli wspólną genetyczną spuściznę z impulsem, wymywaniem i klaunem. Nie miał serca wyciąć ich wszystkich z dziedzictwa, chociaż wiedział, że będzie to w większości niedoceniane i całkowicie niewłaściwie wydane. Lepiej zaufać pieniądzom z zastrzeżeniami i zorganizować zbycie reszty z różnych przyczyn filantropijnych. Albo kazałby egzekutorowi spalić to wszystko w beczce z liśćmi. Ta trzecia opcja była najbardziej kusząca.

Pieniądze to zioło, które zrujnowało jego podwórko. Najlepiej, pomyślał, spalić i zacząć od nowa. Poza tym jego dzieci nie mogły go nienawidzić bardziej niż wcześniej. Jego wieczna powściągliwość podzieliła ich w okresie dojrzewania. Po rozwodzie z Janice wiedział, że była wystarczająco mściwa, aby po kolei wytłumaczyć mu swoje winy.

Ale to, co zostało zrobione, zostało zrobione. Niemożliwe było zacząć od nowa i zbyt późno, aby to naprawić. Żadna ilość grillów na podwórku ani przejażdżek dziadkiem na barana nie zmieniłaby jego ostatecznej pozycji w oczach i wspomnieniach o swojej wyobcowanej rodzinie. Żył przekleństwem, że stał się bardziej mitem niż człowiekiem.

Czekając na przybycie płótna, zaczął kontemplować salon, w którym jednocześnie tworzył i wyświetlał obraz. Sam pokój zostanie zamknięty, dopóki nie da sygnału. Płótno będzie jednym z mniejszych, jeśli weźmie się pod uwagę całość jego twórczości, kwadratową, wzmocnioną skórą cielęcą o wymiarach cztery stopy na cztery kwadraty. Zamiast wisieć na ścianie lub zawieszony na suficie za pomocą drutów, zamiast tego leżałby poziomo w rodzaju wgłębionego cokołu, unosząc się trzy stopy nad ziemię.

Zamierzał przekształcić resztę salonu w replikę garażu swoich rodziców. Znalazł pudełko ze zdjęciami, które jego matka trzymała w bezpiecznym miejscu, aby pomóc mu w uzupełnieniu szczegółów, które mijające lata stopniowo rozmazały i wymazały. Udał się do sklepu ze sprzętem i natychmiast rzucił kilka kawałków na ten sam czerwony samochód z narzędziami strażackimi, który kiedyś był jego ojcem. Następnie kupił zestaw za zestawem różnych kluczy rzemieślniczych, zestawów zapadkowych, śrubokrętów, pił i innych różnorodnych narzędzi, które wypełniały każdą szufladę. Nie chodzi o to, że te szuflady będą musiały zostać kiedykolwiek otwarte, ale utrzymanie poczucia autentyczności, pomyślał, było kluczowe.

Zaczął wieszać płytę gipsowo-kartonową i tablicę ze sklejki, gdzie jego ojciec od czasu do czasu wieszał artystyczne próby rysunkowych psów takich jak Snoopy i Scooby Doo. Poinstruował swoją asystentkę, aby nabyła stare stereo Pioneer, które znalazła w serwisie eBay.

Gdy salon przebiegał zgodnie z planem, artysta był podekscytowany. Pracował z zapałem elektrycznym, o którym kiedyś zapomniał. Ponownie zakochał się w tym procesie i pozostawał przy szczegółach.

Odbudował ważony miniaturowy samochód derby, który jego ojciec pomógł mu zrobić z jednego bloku cedru na coroczny wyścig skautów w VFW. Musiał mieć wtedy jedenaście lat. Znów, mając układankę w ręku, oparł się pokusie, by przepisać historię, zmieniając aerodynamikę swojego samochodu wyścigowego na trzecim miejscu, aby naśladować eleganckiego zwycięzcę Formuły 1, którego stworzył zwiadowca, ale którego twarzy już dawno zapomniał. Barwiony dynamo w kształcie strzelby zabarwiał atramentową czernią z żółtym motywem błyskawicy biegnącym po obu stronach. Na kapturze spoczęła okrągła cyfra siedem.

Trwało i trwało, każdy kawałek zbierał się i składał w ten zagracony faksymile życia. Ze sztuki, którą tam najpierw stworzył - a w niektórych przypadkach później sprzedał - wielu z nich przechowywano w klimatyzowanym magazynie, który wynajął. Leciał przez cały kraj, aby wydobyć te szkice i awarie, i umieścił je w pokoju. Każde zdjęcie, każda pozycja opowiadała historię.

Jednocześnie sięgnął do różnych muzeów i prywatnych kolekcjonerów, którzy byli w posiadaniu jego pierwszej - i pod pewnymi względami charakterystycznej - serii odcisków, którą niektórzy krytycy nazwali „Cubist Americana” i poprosił o tymczasową pożyczkę na dokończenie instalacji.

Płótno dostarczono w dużej, cienkiej skrzyni wypełnionej tysiącami orzeszków styropianowych. Artysta wyposażony w łom i śrubokręt ostrożnie rozpakował go, a następnie umieścił na cokole. Jasnobeżowa skóra cielęca była gładka i miękka w dotyku. Tekstura przypominała mu spód kożucha, który kiedyś posiadał. Trzymał go przed kominkiem swojego pierwszego domu, w którym dzieci czasami grały w gry planszowe.

Potem pomyślał o pierwszych chwilach, gdy budzili się po urodzeniu, kiedy pojawili się ze zmrużonymi oczami i płakali, gdy pielęgniarki wyposażały je w pieluszki. A kiedy trzymał je i dotykał ich delikatnego, lśniącego ciała i spoglądał na ich nosy dojrzałe jak maliny, pojawił się przelotny błysk prawdziwej wzniosłości i poczucie, że wszystko może być w porządku.

Z plastikowego kubka ze szczotkami, który kiedyś poradził sobie z Arby, wyjął drobną szczotkę z włosia i zanurzył ją atramentem o północy. Pozwolił, aby nadmiar kapał na podłogę i płótno, zanim podpisał swoje imię w lewym dolnym rogu. Następnie znalazł swój telefon komórkowy w torbie marynarskiej i wysłał wiadomość do galerii, informując go o swoich ostatecznych instrukcjach z zastrzeżeniem, że skończy za mniej niż trzydzieści minut. Następnie wyłączył telefon.

Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Wyczyścił i opłukał pędzel, którego użył do podpisu, i włożył go z powrotem do kubka. Potem poruszał się celowo, wiedząc, że nie zostało wiele czasu.

Z torby wyjął zuchwałego Smith & Wessona, tzw. Special .38 oraz pudełko ze złotymi kulami. Odciął taśmę zabezpieczającą pudełko nożem X-Acto i napełnił komnatę. Nigdy tak bardzo nie dbał o ruletkę. Nic nie zostało nigdy przypadkiem i nie było powodu, aby zacząć teraz. Pistolet, jeden z nielicznych pozostałych rodzinnych pamiątek, miał znajomą wagę i wypolerowany blask.

Artysta zasunął ciężką czarną zasłonę. Następnie zdjął buty, zdjął kitkę i wspiął się na cokół. Usiadł na płótnie z nogami zwisającymi nad półką i zamknął oczy. Pistolet był zimny w pocących się rękach. Jego penis był twardy i wyobrażał sobie radość i przerażenie związane ze snem przez tysiąc lat. Wyobrażał sobie z niezwykłą precyzją, jak to będzie wyglądać po odwiezieniu jego ciała. Miał nadzieję, że jego czaszka pozostanie nietknięta. Całe planowanie i prezentacja sprowadzały się do tego ostatniego momentu.

Nadszedł koniec, ale ta część nie miała tak wielkiego znaczenia. Wiedział, że był gotowy. Ufał, że galerzysta zapewni integralność sceny. Miał nadzieję, że ludzie obejrzą to umyślne i makabryczne samobójstwo i zobaczą coś poza zaschniętą krwią i udawaniem. Jednocześnie był podekscytowany tym, że nie miał pojęcia, jaka będzie reakcja opinii publicznej. Do piekła z dziedzictwem. Podniecenie przyszło spoza nieznanego i pociągnęło go do przodu.

Po raz ostatni otworzył oczy i spojrzał na górne światła. To była jedyna zmiana, którą pozwolił sobie zrobić z oryginalnego garażu, który był wyposażony w długie tuby wampirycznej fluorescencji. To by nic nie pomogło, więc włożył łagodniejsze opalizujące żarówki, ponieważ wiedział, że wszystko zależy od bycia widocznym we właściwym świetle. Zadowolony, jego białe wąsy gąsienicowe wykrzywiły się w uśmiechu. Następnie włożył broń pod brodę, wypuścił powietrze i pociągnął za spust.

Dziękuję za przeczytanie. Ta historia pierwotnie ukazała się w daCunha. Specjalne podziękowania dla Lisy Renee.